Koszyk

O poszukiwaniu wewnętrznej wolności rozmawiamy z Lucjanem Szajbel – Luckiem

12-09-2022

Ruda Śląska.

Z jednej strony miejsce narodzin, dojrzewania i pierwszej miłości czytaj: tata górnik, kopalnia, Śląsk. Z drugiej filozofia, która zrodziła się z tej miłości: czytaj “Ruda” albo salon fryzjerski, wujek barber. Z perspektywy czasu wybór może wydawać się prosty, wręcz oczywisty. Jednak nie dla człowieka, który w poszukiwaniu wewnętrznej wolności sprzeciwia się losowi.

Trener, który stworzył kilkunastu Mistrzów świata. Świadomy swojej wartości, ale nieposzukujący splendoru.

Człowiek, który kocha swoje miasto. Chyba kocha. Mężczyzna, który robi różne rzeczy, ale zawsze pozostaje w stosunku do swoich bliskich dobry. Tak myśli. Człowiek, w którym pewność siebie i składanych deklaracji przeplata się z pokorą, to Lucjan Szajbel – Lucek, w niektórych kręgach znany jako stwórca Mistrzów Świata, dwukrotny wicemistrz Polski i trener kadry narodowej barberów federacji CMC.

Czego spodziewasz się, przekraczając próg Zakładu Fryzjerstwa Awangardowego w Rudzie Śląskiej? Porzućcie wszelką… Nie ma nawet, czego porzucać, bo sam koncept jest tak abstrakcyjny, że przypomina czeski dramat absurdu, w którym mistrz nożyczek wiruje pod sufitem i przy dźwiękach Schuberta spada na brody niczego niespodziewających się klientów. Tu upadam po raz pierwszy: szufladkowanie. Lucjan tego nie cierpi. W pracowni słychać ciężkie brzmienia i nie mam na myśli tokarki, ale soczysty metal z samego dna bidaszybów. Lucjan od razu przechodzi do rzeczy. Jest wcieleniem swobodnej atmosfery, która stanowi esencję tego miejsca.

Jestem trenerem kadry barberskiej. Robię takie rzeczy, że niekiedy samego boli mnie od tego głowa. Jest tego tak dużo. W tamtym tygodniu byłem we Włoszech. Teraz prowadzę szkolenia. To wszystko tak szybko się kręci, a ja chcę być i będę normalny.

Ojciec był górnikiem, a filozofia górnictwa miała być startem w dorosłe życie Lucjana. W poszukiwaniu wewnętrznej drogi do wolności wybrał dla siebie fryzjerstwo męskie. Swoje dzieciństwo spędzał w salonie wujka, który wyjechał do Niemiec i stał się dla niego prawdziwą inspiracją. Pytania o normalność powraca, bo gdzie szukać prostych odpowiedzi, kiedy wkoło same znaki zapytania? Nowe linie cięcia. Pierwsze fale dla mężczyzn. Wujek coraz wyraźniej zaznacza się na jednej z dwóch dróg, która w końcu pozwoli wykroczyć poza schemat.

Nie jestem skazany na fryzjerstwo. Ja się teraz bawię. Jestem w swoim żywiole. Fryzjerstwo to ja, mój dobry sposób na życie i zabawę. Jestem w nim po prostu sobą.

story_Lucjan_3

I znowu dostaję po głowie schematami, w które próbowałem wtłoczyć Lucjana. Muzyka w tle pachnie siarką. Powietrze wokół wypełnia się elektryzującym wspomnieniem pogoteki w Spodku, byciem alternatywą dla środowiska, z którego się wywodzisz. W opowieści Lucjana słychać pierwsze ostre cięcia testowane na kumplach punkach. Rewolucja w młodych, rozgrzanych pomysłami głowach, której nie dało się zatrzymać i okiełznać.

Tęsknię za kulturą Punk Rocka. Punk Rock. Black Metal. Chaos. Ja w tym odpoczywam. Wszystko to, co uznawane za do niczego, kojarzące się z czymś niewłaściwym. Tatuaże. Teksty, o których inny człowiek, by nie wspomniał. To mi daje dużo siły. Chciałbym być na bakier.

Barber bywa na bakier. Ma historię, która się za nim ciągnie, która mu towarzyszy. Czasami rzemieślnik, a czasami świr, artysta, wizjoner, kolekcjoner piękna i kształtów, mistrz ceremonii, niewolnik w świątyni codziennych rytuałów. Człowiek z duszą naładowaną do pełna, odbezpieczoną i skierowaną w stronę wyzwania. Lucjan uważa, że Barber Shop nie jest miejscem dla lalusiów – tylko dla ludzi z wizją. Barberzy to subkultura, którą tworzą mężczyźni i kobiety z silną osobowością.

Punk się nie skończył. Dopóki ja nie umrę, to będzie żył. Równie duże wrażenie wywarła na mnie scena, kiedy Vanilla Ice wjeżdża ze swoim stylem do cukierkowego miasta z cukierkowymi ludźmi, w cukierkowych fryzurach. Wprowadza coś nowego, swój styl w ten wyimaginowany świat.

Każdy z nas żyje w takim świecie, mówi Lucjan. I to tylko od nas zależy, czy zechcemy nadać mu trochę własnego charakteru. Dobrego barbera kształtuje praca, praca i jeszcze raz ogłada. W tej pracy nie ma miejsca na pychę i stawianie oporu. Barber musi lecieć jak piórko z wiatrem. Na drodze Lucjana do wewnętrznej wolności pojawia się więcej płaczu niż splendoru. Mimo kolejnych trudności – niemal całkowitej utraty wzroku w jednym oku spowodowanej guzem mózgu, problemów z mówieniem – nie traci woli rewolucji. Pragnie pokazać, jak można zmieniać świat, wywierając wpływ na swoje najbliższe otoczenie. Żyje z dnia na dzień. Każde wyjście z domu porównuje do zjazdu górnika do pracy – zjedzie na dół, ale nie wie, czy wróci. Dlaczego nie wyobraża sobie życia bez zawodu barbera?

Jestem tu i czuję się z tym dobrze. Kocham Rudę Śląską. Chyba. To jest moje życie. Kocham ludzi, których tu mam – przyjaciół, rodzinę. Kocham koncerty i imprezy. Nie jestem maszyną. Żyję z tymi ludźmi. Rozmowy. Dużo rozmów. To wszystko daje mi radość, nie szczęście. Szczęście to jest pięć minut, parę sekund. Bawię się tym. Zawód barbera wszędzie wygląda tak samo. Jest tylko zimno albo ciepło. Ja cieszę się z tego, że jestem tutaj. Mój 13-letni syn chce być fryzjerem. Daje mu sztuczne główki, na których ćwiczy cięcie. Już ma nawet pierwsze przycięte paluszki za sobą.

Życie dla Lucjana jest jak miasto, w którym się wychował. To przede wszystkim ludzie, których trzeba kochać i szanować, jak dzielnice Rudy Śląskiej. Nie istnieją lepsze lub gorsze. Każdy jest inny i każdy jest uczniem, który dzisiaj może coś spieprzyć, ale za tydzień wyjdzie mu to perfekcyjnie. Jest barberem – jest dziki, jest artystą i takich barberów kocha. Kocha artystów i wizjonerów, którzy sięgają w tym zawodzie po więcej, a on im pomaga tam dotrzeć. Czy coś by zmienił?

Jestem zadowolony z tego, co mam. Żona, syn, brat, całe moje życie jest fajne. Gdybym mógł coś zmienić, to może, żebym normalnie gadał i zeza nie miał.

rozmawiał: Habib Moskin
foto: Marta Błażejowska